Depresja – Nowa Moda czy Nowa Pandemia?

Depresja dotyka coraz większą liczbę ludzi na świecie, czy to nowa moda czy może nowa pandemia? Chorują na nią gwiazdy i zwykli ludzie, czy więc może ona dopaść każdego z nas? Czy można się przed nią uchronić? Jak z nią walczyć, kiedy już stanie się częścią życia?

Dzisiaj postaram się obalić parę mitów związanych z depresją oraz sposoby radzenia sobie z nią. Wszystko oczywiście z mojej własnej perspektywy. Zdecydowałam się poruszyć ten temat bo dopadło niestety i mnie, osobę zazwyczaj pogodną i aktywną na wielu płaszczyznach życia. Depresja wpływa na całe życie, niszczy wszystko i wszystkich: osobę, która na nią cierpi, ale także i relacje z innymi.

Mit 1 – Depresja dopada ludzi słabych psychicznie.

Zawsze uważałam się za osobę silną psychicznie. Niestety wszystko ma swoje granice. W moim przypadku dopadło mnie tak zwane życie. Splot wielu przykrych i trudnych do przejścia wydarzeń sprawił, że straciłam swoją wewnętrzną siłę. Długo nic nie pisałam, czekając aż mi przejdzie. Nie chciałam jakoś podświadomie przekazywać Ci mojej negatywnej czy pesymistycznej energii. Okazuje się jednak, że chyba mogę czekać w nieskończoność bo depresja to podstępna towarzyszka. Dzisiaj podjęłam decyzję, będę się dzielić moimi odczuciami, niezależnie od tego, jaki akurat będzie mi towarzyszył nastrój. Ławo jest pisać i doradzać, gdy wszystko układa się jak po maśle. Co jednak, gdy misternie zbudowany przez nas świat wali się jak przysłowiowy domek z kart? Każdy z nas przeżywa problemy inaczej. Dodatkowo to, co dla jednej osoby jest końcem świata, dla drugiej wcale nim być nie musi. Nie ma lepszych i gorszych czy większych bądź mniejszych problemów. Jest to sprawa bardzo indywidualna.

Kiedy depresja zaczęła się u mnie?

Trudno znaleźć prawdziwy początek, jednak w mojej ocenie zaczęło się od pogorszenia mojego zdrowia fizycznego. Zoperowany wcześniej kręgosłup na skutek niesamowitego przeciążenia pracą w czasie pandemii, zwyczajnie odmówił posłuszeństwa. Byłam zła na cały świat bo ból był gorszy niż przed operacją i zastanawiałam się po co w ogóle się operowałam. W jakimś stopniu też padłam ofiarą pandemii, poświęcając się dla innych, zniszczyłam swoje zdrowie. Walczyłam z ciałem tak długo jak się dało i pracowałam, zaciskając z bólu zęby, w końcu musiałam się poddać. Oczywiście była pandemia, więc dostać się do specjalisty z czymś tak „błahym” jak ból pleców było niemal niemożliwe. Mijał czas, zamiast lepiej było tylko gorzej.

Zrezygnowałam z pracy, po prostu uważałam, że tak będzie bardziej fair w stosunku do moich współpracowników. Nie chciałam blokować etatu, skazując ich na jeszcze cięższą pracę. Jakoś to będzie myślałam. Wtedy jeszcze nie miałam depresji. Modyfikowałam moją praktykę jogi, stopniowo wykluczając coraz większą ilość asan, których nie mogłam wykonywać z powodu bólu. Starałam się wdrożyć nową rutynę w swój dzień. Musiałam totalnie zmodyfikować mój plan dnia, dostosowując go do nowej sytuacji. Starałam się nie poddawać. Nie udało się.

Mit 2 – Do depresji trzeba mieć predyspozycje.

depresja

Można na to tak patrzeć i upraszczać sprawę. Dobre rady w stylu: „weź się w garść” albo „inni mają gorzej” nie są ani trochę pomocne. Myślę, z perspektywy czasu, że też podobnie podchodziłam w przeszłości do osób borykających się z takimi problemami. Czasem dopiero przeżycie czegoś na własnej skórze, uczy nas pokory.

Jak powiedział dawno temu Sofokles:

Kto nie przeżył tego co ja, niechaj mi rad nie udziela.

Absolutnie się z tym zgadzam. Uwielbiamy doradzać innym, wymądrzać się, zamiast zwyczajnie posłuchać i dać oparcie drugiej osobie. Zanim ocenisz kogoś pochopnie, może warto spróbować zrozumieć drugą osobę? Jak to się mówi: „wejść w czyjeś buty” i zobaczyć czy faktycznie ta osoba przesadza?

Osoby chorujące na depresję często określa się jako nadmiernie wrażliwe i delikatne. Stąd też łatwo wyciągnąć wniosek, że są to cechy niepożądane w dzisiejszym społeczeństwie. Czy na prawdę są to złe cechy? Czy wszyscy musimy tylko pędzić przez życie, niemal po trupach i nie oglądając się na nic? Gdyby nie ci wrażliwi i delikatni, na świecie byłoby jeszcze więcej przemocy i agresji. Nie uważam, że wrażliwość czy delikatność jest czymś złym, jednak nie uważam też, że tylko osoby o takich cechach dopada depresja. Sprawdzając definicje i rodzaje depresji choćby na Wikipedii, można łatwo zauważyć, że mowa tutaj o złożonym i wielowymiarowym problemie. Stąd też wiele interpretacji i opinii. Niezależnie od Twoich przekonań w tym temacie, jeśli spotkasz osobę cierpiącą na depresję, nie oceniaj. To jest zrobić najłatwiej.

Mit 3 – Depresja to choroba leniwych.

Strasznie krzywdząca, lecz niestety często powtarzana opinia. I znowu te mądre rady w stylu:

  • zrób coś …
  • weź się w garść
  • idź na spacer
  • zrób coś dla siebie
  • i tak dalej …

Niestety, gdy dopadnie Cię depresja nie masz zwyczajnie siły aby robić te wszystkie rzeczy. Pojawiają się różne dziwne objawy: stany lekowe, uczucie duszności czy kołatanie serca. Nawet jeśli chcesz coś zrobić, to jakby Twoje ciało Cię od tego powstrzymuje. Jednak nie u wszystkich dzieje się tak samo. Czasem nawet nie wiemy, że ktoś wśród nas cierpi na depresję. To są osoby z pozoru zachowujące się „normalnie”, jednak przeżywające wewnętrzny dramat dzień po dniu, w totalnej samotności. Takim osobom jest najtrudniej wyjść z depresji, jest im też najtrudniej pomóc. Sama byłam i nieraz jeszcze jestem jedną z nich. Chociaż bliskie mi osoby czasem zauważają, że coś jest nie tak, to do końca nie wiedzą, co się ze mną dzieje. Potrafię udawać, że wszystko jest OK, jednak im dłużej tak robię, tym bardziej męczące się to staje.

Mit 4 – depresja to choroba głowy.

Faktycznie, dolegliwości odbywają się na poziomie psychicznym, jednak nie tylko. Istnieje szereg dolegliwości fizycznych, jakimi potrafi się objawić depresja. Z drugiej strony przyczyny jak najbardziej fizyczne mogą być przyczyną depresji.

Depresja z powodu dolegliwości fizycznych?

Czy to aby nie za mało aby popaść w depresję? Może tak a może nie. Zależy od osoby i okoliczności. W moim przypadku dolegliwości fizyczne oznaczały koniec pewnych spraw. Przede wszystkim pracy, którą zawsze bardzo lubiłam i która dawała mi dużo satysfakcji. Ból i zmniejszona ruchomość ciała ograniczyły w znacznym stopniu możliwość realizowania mojego hobby jakim jest joga.

Wielokrotnie się zastanawiałam, czy joginka może w ogóle mieć chore plecy? Czy osoba z chorym kręgosłupem może nadal nazywać się joginką?

To było bardzo trudne dla mnie, na szczęście okazało się, że jak najbardziej wszystko jest możliwe. W znalezieniu odpowiedzi na te pytania, pomogły mi autorytety takie jak Eddi Stern, Brett Larkin czy Myra Lewin. Zajęło mi to jednak kilka długich miesięcy aby w końcu pogodzić się z nową rzeczywistością i spróbować się w niej odnaleźć. Nie oznacza to, że problem zniknął. Teraz moje zdrowie fizyczne jest tylko jednym z elementów złożonej układanki, którą jest depresja.

Inne przyczyny depresji.

Jak to mówią, ile ludzi, tyle powodów. Zawsze wychodziłam z założenia, że nie należy bagatelizować problemów innych, bo dla każdego, jego zmartwienie jest najważniejsze. Dla pięciolatka powodem do smutku może być brak lizaka, dla dorosłej osoby to nic wielkiego. Gdy coś nas przerasta, a smutek nie pozwala normalnie żyć, to trudno nam wytłumaczyć, że inni mają gorzej. Niby to wiemy, ale jednak…

Nie ma nic gorszego niż choroba bliskiej osoby.

Dla mnie największym problemem nie była moja sytuacja zdrowotna czy zawodowa. Jak to mówią kropkę nad i w moim przypadku postawiła bezradność. Gdy wydawało mi się, że już prawie staję na nogi i jakoś zaczynam się odnajdywać w tej nowej sytuacji, niespodziewanie przyszło coś, czego nie życzyłabym największemu wrogowi.

Moje dziecko, zaraz na początku dorosłego życia dopadła choroba przewlekła. Choroba znacznie ograniczająca fizycznie, z którą będzie się trzeba zmagać przez resztę życia. Jakby sama taka wiadomość nie była wystarczająco zła, okazało się, że za bardzo nie ma opracowanego jeszcze leczenia tej choroby. Z powodu braku dostatecznej wiedzy personelu medycznego, zaczęła się przepychanka i ignorowanie objawów. I tak, w czasie pandemii, gdzie drzwi każdej niemal placówki medycznej są zamknięte na siedem spustów, musiałam stoczyć największą bitwę mojego życia. Bitwę o zdrowie i godność mojego dziecka. Najbardziej frustrujące dla mnie jest to, że poświęciłam branży medycznej trzydzieści lat mojego życia zawodowego a gdy znalazłam się po drugiej stronie, jako matka osoby chorej, byłam tak samo ignorowana jak moje dziecko. To wykończyło mnie najbardziej.

Silna dla bliskiej mi osoby, sama ciągnęłam resztką sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych.

Jak wspomniałam wcześniej, zawsze się uważałam za osobę silną psychicznie. Teraz myślę, że nie ma takich osób. Każdego można złamać, wszystko zależy jedynie od siły i rodzaju zadanego ciosu.

Co jeszcze może wywołać depresję?

U mnie był to ciąg zdarzeń, którym nie będę poświęcać tutaj czasu. Wspomniałam o dwóch, według mnie najważniejszych elementach, jakie miały kluczowe znaczenie w moim przypadku. Fakt jest taki, że potem wszystko już poszło jakby lawinowo. Zupełnie jakby ktoś rzucił klątwę, chociaż nie za bardzo wierze w takie rzeczy. Różne rzeczy w domu zaczęły się psuć i wymagały naprawy, a więc nakładów finansowych. W moim życiu pojawiły się osoby, które mnie zwyczajnie oszukały, rujnując moje marzenia i powodując kolejne straty finansowe. Gdy na końcu rozchorowała nam się nasza ukochana psinka i wylądowała w szpitalu, coś we mnie pękło. Nie miałam już siły na więcej.

Czasem depresję powoduje jedno zdarzenie, czasem jest ich wiele, jedno po drugim. Tak było w moim przypadku. Ostatnie kilka dobrych miesięcy dało mi nieźle w kość.

Jim Carrey przedstawia depresję jako „deep rest” czyli głęboki odpoczynek. Depresja według Jima to Twoje ciało mówiące, że nie chce już dłużej odgrywać danej roli przed światem i dla świata, że jest to po prostu dla Twojego ciała zbyt dużym obciążeniem. Tym samym ciało się buntuje i szuka sposobów aby zmusić Cię do zmiany, do odpoczynku, do innego nastawienia. Z tym, że to jest właśnie najtrudniejsze.

Z drugiej strony, mając rodzinę, nie można tak po prostu przeleżeć kilku dni w łóżku. Są obowiązki, sprawy, które trzeba załatwiać. Na siebie jakby brak czasu a depresja dzień po dniu narasta po cichu, niemal niezauważalna dla innych.

Fakt 1 – Depresja to samotność.

Samotność nie jest niczym przyjemnym. Jednak paradoksalnie depresja czasem może być przydatna aby dostrzec pewne rzeczy. Gdy borykasz się z problemami i już nie dajesz rady, szybko się przekonasz, jacy ludzie są wokół Ciebie. Nawet jeśli ktoś oferuje wsparcie, to na ogół jedynie na kilka minut. Gdy coś mi dolega, nie lubię zbytnio o tym mówić, jednak często pytana, zdecydowałam się na szczerość. Przecież wszędzie piszą aby rozmawiać, sama nie raz o tym wspominałam.

Trzeba komunikować się z innymi, sami się nie domyślą co się z nami dzieje.

Zauważyłam jednak, że ludzie mają ograniczone zdolności do udzielania wsparcia innym. Nawet jeśli początkowo chcą to robić, to szybko się irytują gdy ich „rady” nie przynoszą skutku. To właśnie otrzymywałam najczęściej: rady, co powinnam, jak i kiedy. Posiedzieć przy mnie, wysłuchać i po prostu być, okazując zrozumienie dla mojej sytuacji, to już było dużo za dużo dla niemal wszystkich, nawet bliskich mi osób. Wiele osób neguje depresję. Często można się spotkać z opinią: „przesadzasz, nie jest przecież aż tak źle„. Inną formą „pomocy” jest szukanie przyczyny, ciągłe dopytywanie się, co mogło wywołać depresję. Jednak nawet jeśli osoba chora poda faktyczne powody, będą one umniejszane i lekceważone. Poza tym istnieje pewne oczekiwanie, że skoro się porozmawiało, to natychmiast dolegliwości powinny minąć.

Szybko zdałam sobie sprawę, że troska innych wynika z potrzeby zaspokojenia ich własnego komfortu. Jeśli mogli coś poradzić to super. Jeśli mogli sprawić, że mój humor na chwilę się poprawił, też wspaniale. Jednak gdy smutek i depresja powracały, powracało również poirytowanie u innych. Ludzie oczekują, że raz o czymś porozmawiają i problemy znikną. A co, jeśli nie znikają? Co, jeśli biegasz od lekarza do lekarza, starając się o pomoc dla bliskiej Ci osoby a jedyne co zyskujesz, to odesłanie Cię do kolejnego specjalisty? Co masz robić w czasie, gdy czekasz „w kolejce” aby się do tego specjalisty dostać? Jak radzić sobie z każdym dniem i jak wspierać własne dziecko, gdy nie masz za bardzo czym go wesprzeć, oprócz zrozumienia i wysłuchania?

Słuchałam i słucham.

Jestem dla innych. Często jestem pierwszą osobą, na którą wylewane są żale całego świata. Wiem, że to minie, że to chwila słabości, sposób radzenia sobie mojego dziecka z negatywnymi emocjami. Chciałabym też czasami, dla odmiany, żeby to mnie ktoś z moich bliskich wsparł i wysłuchał. Jednak im też jest ciężko. Nie radzą sobie, nie rozumieją. Ich też muszę rozumieć i wspierać właśnie ja.

Samotność można odczuwać i w tłumie ludzi.

Szybko zdałam sobie sprawę, że jestem sama ze swoimi problemami. Zawsze byłam, tylko wcześniej tego nie dostrzegałam. Ekstremalna sytuacja uwypukliła to, co do tej pory udawało się jakoś ukryć pod płaszczykiem codzienności. Powierzchowne kontakty, znajomości, które nic w życie nie wnoszą. Zainteresowanie problemem aby zaspokoić ciekawość i nic poza tym.

Na razie oswajam się ze swoją samotnością i uczę się z nią żyć. Nie ukrywam, jest ciężko. Z drugiej strony nie ma już w moim życiu złudzeń i iluzji. To jedyna jak na razie korzyść z depresji. Moje serce wypełnia w większości smutek, jednak żalu i rozczarowania jest już zdecydowanie mniej.

Mit 5 – Depresję wyleczysz pozytywnym myśleniem.

Piękne słowa, niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić. Czasem jest faktycznie tak, że wystarczy spojrzeć na szklankę, jako do połowy pełną i już zmienia się nasza percepcja. Często jednak to nie wystarcza. Czy jeśli założę teraz różowe okulary, to moje dziecko wyzdrowieje? A może same, w ciągu nocy wyleczą mi się plecy i będę mogła żyć tak, jak wcześniej?

Medytację i inne techniki tzw. mindfulness stosuję już od dawna, ale one nie usuwają konkretnych problemów. Pozwalają na nie inaczej spojrzeć i pewnie dlatego jestem w stanie o tym wszystkim pisać. Cały czas pracuję nad sobą aby postrzegać wszystko w nieco mniej negatywnym świetle, jednak jest to ciężka i żmudna praca. Oczywiście wiem, że inni mają gorzej. Nie o to jednak chodzi, żeby otuchy dodawało nam nieszczęście innych. Samo pozytywne myślenie nie wyleczy depresji i chociaż może być przydatnym narzędziem w walce z nią, to nie należy go przeceniać!

Mit 6 lub Fakt 2 – Poszukaj specjalistycznej pomocy.

Tu mam dylemat, z racji wykształcenia uważam, że każdy kto podejrzewa u siebie depresję, powinien skierować się do specjalisty. Niestety w moim przypadku jak dotąd to nie pomogło. To, na co chciałabym zwrócić Twoją uwagę, to staranne wyszukanie odpowiedniej pomocy. Ja chyba trochę sprawę potraktowałam po macoszemu.

Wizyta u lekarza.

Poszłam, opowiedziałam wszystko co się ze mną dzieje i dostałam tabletki. Próbowałam w sumie trzy różne preparaty antydepresyjne i niestety żaden mi nie pomógł. Każdy z nich powodował, że czułam się jak zombie, bez emocji, uczuć i chęci do działania. Jedyna różnica polegała na tym, że nie miałam też uczuć negatywnych. Poza tym ciągle chciało mi się spać. W końcu przestałam brać te tabletki i tak źle się po nich czułam.

Kolejny krok – psycholog.

Poszłam także do psychologa. Jako pomoc otrzymałam radę, że mam się przestać przejmować dorosłym już przecież dzieckiem oraz innymi i mam się skupić na sobie. Jeśli chcę spędzać całe dnie w łóżku, to mam tak zrobić. Reszta rodziny to ludzie dorośli, więc poradzą sobie beze mnie. To była super rada, niestety dla mnie niewykonalna. Nie chciałam z niej skorzystać, chciałam być dla innych a nie tylko skupiać się na sobie. Leżenie w łóżku nie sprawi przecież, że problemy znikną.

Dodatkowo otrzymałam nagranie z autohipnozą, której miałam słuchać codziennie przed snem, bez słuchawek. Po kilku dniach słuchania (niestety w słuchawkach bo śpię przecież w jednym łóżku z mężem) miałam serdecznie dosyć. Ileż można słuchać, że często narzekamy na zbyt ciasne buty podczas, gdy ktoś inny nie ma nóg i nie może chodzić wcale? Tak, to była treść audio, która miała mi pomóc wyjść z depresji.

Jedyną korzyścią mojej wizyty u Pani psycholog było to, że w końcu dostałam swoją etykietkę. W końcu ktoś nazwał to, co się ze mną dzieje. Depresja! Teraz już mogłam ogłosić światu, że nie zwariowałam, jestem po prostu chora. Zawsze uważałam, że choroba to choroba, obojętnie czy fizyczna czy psychiczna, wszystkie są tak samo ważne. Czy kogoś wokół mnie przejął fakt mojej diagnozy? Szczerze mówiąc nie za bardzo. Czy moi bliscy w nią uwierzyli? Nie wydaje mi się.

Psychoterapia w walce z depresją.

Myślę, że to jest to, czego oczekiwałam, ale czego niestety tego akurat nie dostałam. Wiem, że istnieje bardzo dużo dobrych psychologów, którzy pomagają nauczyć się jak walczyć z depresją. Wiem, że istnieje wiele technik i sposobów, niestety nikt mi ich nie przedstawił. Dlatego tak ważne jest aby znaleźć dobrego specjalistę, inaczej taka wizyta może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Mit 7 lub Fakt 3 – Poradzę sobie sama.

No cóż, ja póki co taką właśnie drogę wybrałam. Codziennie staczam swoją małą walkę sama ze sobą. Bywają lepsze i gorsze dni. Schowałam się tymczasowo w moim świecie. Nie chcę poznawać nowych ludzi, nie chcę rozmawiać o moich emocjach. To pewnie zła droga, jednak wiem, że nie tylko ja się na nią zdecydowałam. Rozczarowana pomocą medyczną sięgam w stronę metod naturalnych a jest ich przynajmniej kilka. Jeśli czujesz, że depresja może być i Twoją „niechcianą przyjaciółką” możesz wypróbować moje sposoby na walkę z nią. Jeśli znasz kogoś, kto się z depresją zmaga, podziel się tym postem, może wspólnie uda nam się komuś pomóc!

Właściwe odżywanie.

Przed mną czas trudnych decyzji oraz działania, musze mieć na nie w końcu siłę. Dlatego też skupiam większość swojej uwagi i energii na zdrowym odżywianiu aby dać mojemu organizmowi siłę, przynajmniej na poziomie fizycznym. Jako osoba zafascynowana Ajurwedą, wiem, że w moim życiu dominuje teraz TAMAS. Tamas to potężna i destrukcyjna siła, z której działania ciężko się wydostać, jednak jest to możliwe. Zmiana nie nastąpi w ciągu jednej nocy, ale już zaczynam widzieć małą, ledwo widoczną, ale jednak poprawę. W końcu znowu piszę, prawda?

Medytacja i pozytywna afirmacja.

Medytacja przy bardzo nadaktywnym umyśle i natłoku negatywnych myśli, jest czasem bardzo dużym wyzwaniem. Ciężko jest się skupić na oddechu, umysł po chwili wraca do swoich utartych schematów. To może powodować frustrację. Ten nadaktywny umysł czasem nie pozwala spać, przecież w głowie aż się roi od myśli, analizowania, rozpamiętywania czy wymyślania różnych historii.

Moją metodą na to jest medytacja tak zwana transcendentalna.

Bardzo mądra i opatentowana nazwa prostej w sumie techniki wymusza na ludziach płacenie ciężkich pieniędzy aby poznać jej sekret. Nie ma tu jednak żadnego sekretu. Chodzi zwyczajnie o to aby zająć czymś umysł. Wybierz sobie słowo, które nie ma dla Ciebie najmniejszego sensu i żadnego znaczenia. Może to być na przykład: HIRIM, SHIRIM, KIRIM, lub co tylko sobie wymyślisz. Nie jest prawdą, że jakiś Guru musi Ci dać mantrę aby mogła zadziałać. Wystarczy, że wybierzesz słowo bez absolutnie żadnego znaczenia dla Ciebie. Możesz je powtarzać w myślach tak często, jak tylko chcesz i kiedy chcesz. Ja robię to najczęściej przed snem, już leżąc wygodnie w łóżku. Po kilku minutach „upierdliwe” myśli w mojej głowie ustają i zasypiam jak niemowlę.

Afirmacja dobra na wszystko.

Może się okazać, że medytowanie nie przychodzi z łatwością lub gdy tylko się za nie zabierzesz, zaraz zasypiasz. Nie ma w tym nic złego, jednak czasem może to wywoływać niepotrzebną frustrację. Afirmacja to nic innego jak zdanie o pozytywnej treści, które wypowiadasz w myślach jak najczęściej w ciągu dnia. Aby poradzić sobie z moim negatywizmem zaczęłam przygotowywać dla siebie codziennie inną afirmację. Znajdziesz je na moim Facebooku lub Instagramie. Możesz używać tylko jednej, ulubionej, albo wybierać inną na każdy dzień. Ważny jest przekaz oraz jak najczęstsze powtarzanie afirmacji, nic więcej nie musisz robić. Mi pomogło, więc myślę, że może pomóc też i Tobie.

12 uzdrawiających oddechów.

To prosta technika, którą możesz wykonać wszędzie i o każdej porze. Nie zajmuje dużo czasu. Wystarczy, że zatrzymasz się na chwilę i skupisz na tym, jak Twoje ciało robi kolejne wdechy i wydechy. Nic nie zmieniaj, nie wydłużaj oddechu ani go nie skracaj. Po prostu obserwuj swój oddech. Policz każdy pełny oddech, czyli wdech i wydech, aż dojdziesz do 12. Możesz oczywiście więcej, jeśli Ci się spodoba. Gdy zakończysz obserwację swojego oddechu, uśmiechnij się ciepło do siebie.

Inne techniki.

Jest ich oczywiście wiele, sama Joga i Ajurweda proponuje wiele rozwiązań: praktyka jogi czyli asany, pranayama czyli praca z oddechem, automasaże pielęgnacyjne, spacer, kontakt z naturą, to tylko niektóre z propozycji. W depresji problemem jest to, że trzeba znaleźć siły na jakąkolwiek aktywność, to jest największe wyzwanie. Myślę jednak, że oddychać można nawet bez wychodzenia z łózka, podobnie jest z medytacją czy afirmacjami. Zacząć warto od czegoś prostego, stopniowo, krok po kroczku robiąc dla siebie coraz więcej i więcej. Dzień po dniu a jeśli to za dużo, to godzina po godzinie lub nawet minuta po minucie. Powolutku i we własnym tempie.

Depresja i co dalej?

Sama chciałabym wiedzieć. Moje absolutnie osobiste zdanie na temat depresji jest takie, że jak już raz się pojawi, to niestety może wracać. Prawie jak u alkoholika, trzeba być zawsze czujnym! Fakt, że dzisiaj świeci słońce, nie oznacza, że jutro nie pojawią się chmury. U mnie powoli wszystko wraca do normy, to znaczy: dziecko zaczyna sobie jakoś radzić, dzień po dniu dostosowując swoją aktywność do własnych możliwości w danej chwili. Psinka powoli wraca do zdrowia, a ja staram się przeżyć każdy dzień w miarę spokojnie. W miarę możliwości staram się ignorować ból, staram się nie wymagać od mojego ciała zbyt wiele. Robię mniej i wolniej, starając się znaleźć czas na przerwy i odpoczynek. Staram się być silna, ale też wyrozumiała dla samej siebie.

Nie znaczy to, że w moim sercu wciąż nie mieszka smutek. Tego, czego ostatnimi czasy doświadczyłam pewnie długo jeszcze nie zapomnę. Nawet chyba nie chcę bo w głębi duszy wierzę, że jest jakiś głębszy i wyższy cel mojego cierpienia, którego jeszcze niestety nie potrafię dostrzec. Małe kroczki zaczynają przynosić równie małe, ale już dostrzegalne efekty. Cała ta poprawa jest jednak póki co bardzo krucha, niestabilna i delikatna. Wierzę, że będzie lepiej, przecież nie może być zawsze źle. Nadal będę szukać rozwiązań a gdy coś znajdę i sprawdzę, że działa, będę się tym dzielić.

Nie mogę jeszcze powiedzieć, że to już za mną. Mogę jednak powiedzieć, że jest lepiej i mam nadzieję, że już tylko tak będzie, lepiej i lepiej, dzień za dniem, chwila za chwilą.

NAMASTE ❤

yoginimirabella

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *